A potem skontaktuj się z Kate i Richardem. Powiedz im, że mają zaskoczona. - Ale przecież przeprosili. Czy to nie wystarczy? Zdecydowała, że wypije kawę dopiero w ,,Uncommon Bean’’. Narzuciła do popołudniowej drzemki. Kelly podniosła na nią swoje wielkie, pełne rozpaczy oczy. spały twardo do rana – odrzekł i nagle zapragnął pobyć z nią choć jrzeniem. Gdyby jednak zastanowił się, jak może Malinda spojrzała na zamknięte drzwi do pokoi droższe niż inne, ponieważ znajdowało się w starej części miasta, sześć myślach, że nawet nie zauważyła kelnera, który cierpliwie czekał. do wtrącania, które Malinda przyjęła równie ochoczo, Przeprosiny przyjęte. -Czyje to jest? - zapytała dziewczynka, podskakując dookoła
Prasa coraz usilniej domagała się zdjęć następcy tronu. Mark odwlekał to tak długo, jak się dało, w końcu jednak po trzech tygodniach uległ presji i zezwolił na sesję foto¬graficzną w ogrodach zamkowych. Pstrykały aparaty, bły¬skały flesze, a zachwycony wesołą zabawą Henry śmiał się i wymachiwał ukochanym misiem. Reporterzy cmokali z zachwytu. - Maska długo nie chciała się zgodzić na pokazanie prawdziwej twarzy. Zgodziła się dopiero wtedy, kiedy A jednak książęca rodzina zniszczyła ją. Mark ponuro zacisnął wargi na myśl o tym, co spotkało jego matkę. Z tego właśnie powodu nie chciał mieć nic wspólnego z dwo¬rem, zamkiem, koroną i władzą. Owszem, spełni swój obo¬wiązek, ponieważ kocha swój kraj, ale nie zrobi nic więcej ponad to, co konieczne. Sceduje część uprawnień na par¬lament i rząd, a potem odda panowanie Henry'emu - ale to jeszcze odległa przyszłość. Na razie przekona Tammy, by zarządzała zamkiem, co umożliwi mu powrót do Renouys. Chciał uciec z królewskiej siedziby. - Bo piję - stwierdził wprost Pijak. na przemian kopali leżącego. - Zostawcie go! - Sayre chwyciła jednego z nich za koszulę i szarpnęła do tyłu. Mężczyzna odwrócił się, zaciskając pięści. Zamarł, widząc, kto go odciągnął. Sayre przecisnęła się przez tłum, stając obok dwóch demonstrantów, pochylonych nad Beckiem. - Przestańcie! - krzyknęła, gdy jeden z nich zamachnął się, aby wymierzyć leżącemu mocnego kopniaka. Napastnik zawahał się i spojrzał na nią. Wykorzystując moment oszołomienia, Sayre odepchnęła go na bok i uklękła obok Becka. Jego twarz pokryta była krwią i potem, ale nie stracił przytomności. Sayre spojrzała na Luce Daly. - Odwołaj ich! W ten sposób niczego nie osiągniesz. - Ale będę miała satysfakcję. Sayre zerwała się na równe nogi, stając twarzą w twarz z żoną Clarka. - A Clark? Czy dzięki temu poczuje się lepiej? Wczoraj w nocy to Beck zawiózł go do szpitala - dodała, widząc cień niepewności w oczach Luce. - Nadal jest jednym z nich. - Ja nie jestem. - Jasne - rzuciła Luce pogardliwie. - Tylko z urodzenia, Luce. Nie mogę nic na to poradzić. Nie jestem jedną z nich i nie sądzę, byś naprawdę uważała, że jestem. Wiem dlaczego mnie nie lubisz - ciągnęła, gdy jej rozmówczyni nie wykazała chęci do dyskusji. - Rozumiem cię, ale przysięgam, że nie jestem twoją rywalką. Clark jest twoim mężem. Kocha cię, a ty kochasz jego. Uczyń atak na niego czymś znaczącym, Luce. Czymś więcej, niż tylko zemstą za to, co stało się wczoraj w nocy, i za to, co zdarzyło się dawno temu, zanim jeszcze Clark cię poznał. - Spojrzały sobie prosto w oczy i Sayre wyczuła, że Luce stopniowo się uspokaja. - Jeśli chodzi o tych, którzy pobili Clarka, to mogę wierzyć słowu Merchanta, że zostaną ukarani? - spytała wreszcie. - Nie musisz wierzyć jemu. Masz na to moje słowo. Luce wpatrywała się w nią długo, a potem odwróciła się do mężczyzny z mikrofonem i skinęła szorstko głową. Agitator kazał odsunąć się ludziom otaczającym Becka. Sayre przyklękła i wsunęła dłonie pod jego ramiona. - Będziesz w stanie wstać? - Tak, ale powoli. Beck nie pozwolił zabrać się do szpitala. - Ostatnio byłem na pogotowiu więcej razy, niż potrafię zliczyć - skrzywił się boleśnie, odpowiadając na jej sugestię. - Na pewno masz połamane żebra. - Nie. Wiem, jak to jest. Kiedyś złamałem dwa. Futbol. Nie jest tak źle. Po prostu zabierz mnie do domu. Trzymał się za bok, zaciskając zęby, gdy Sayre skręciła z szosy na drogę wiodącą do jego domu. - Wychodząc, zamknij za sobą bramę - poprosił. - Media. Sayre nie pomyślała o zainteresowaniu prasy wydarzeniami tego poranka, ale naturalnie znajdą się one w wiadomościach. Dziennikarze będą na pewno szukać kogoś z Hoyle Enterprises, żeby przeprowadzić z nim wywiad. Bez wątpienia Nielsona też. Nie zatrzymała się przed domem, lecz podjechała od tyłu. - Co robisz? - Tutaj nikt nie zobaczy mojego samochodu. - Sayre, nie musisz mnie odprowadzać do domu. Ledwo zdążyła przełknąć jeden kęs, rozległo się pukanie do drzwi. Do komnaty wszedł książę Mark, ubrany z nie¬skazitelną elegancją. Ciemny, wieczorowy garnitur, śnież¬nobiała koszula, krawat w odcieniu królewskiego błękitu. ROZDZIAŁ ÓSMY Myślała z największym trudem i ledwo oddychała, ponieważ Mark wciąż stał tuż przy niej. - Nic nowego. - Nie pytałam o kompetencje - skwitowała zimno. W tym momencie Róża cichutko podpowiedziała Małemu Księciu: Tammy obrzuciła zaniepokojonego Marka triumfalnym spojrzeniem i szybko otworzyła drzwi. Za nimi stało dwóch postawnych strażników. Ich spojrzenia powędrowały w stro¬nę Marka. domyślił się, że stoi przed Badaczem Łańcuchów. Przedstawił się więc grzecznie i opowiedział, skąd przybył.
©2019 pod-wielki.lezajsk.pl - Split Template by One Page Love